Opiszę w skrócie mój ostatni wieczór. Piwo. Jedno, drugie. Joint. Butelka cydru. Joint. Siedzimy na kopule Krakowa, pijani, radośni. Jeszcze jeden joint. Tracę kontrolę. Cukier spada, muszę coś zjeść, kręci mi się w głowie. Zjadłam. Kolejny cydr. Piguła. Latamy.
Bo napady... są.
Oto rady jak napadów unikać:
- Pij. Dużo.
Baza: woda. Nie ruszasz się nigdzie bez wody. Butelka to Twoja trzecia ręka, i pijesz ile możesz.
Na odchudzanie: zielona herbata.
Na pobudzenie i hamowanie apetytu: yerba mate.
Na zdrowie: herbata z liści pokrzywy, czystek.
Dodatek smakowy: kawa, smakowe herbaty.
- Zażywaj chrom i witaminy.
- Żuj miętowe gumy, miej je zawsze przy sobie, gdy złapie Cię głód.
- Unikaj sytuacji, które mogą spowodować napad: uwierz mi NIE ZJEDZENIE ANI JEDNEJ kostki CZEKOLADY JEST PROSTSZE, NIŻ ZJEDZENIE tylko JEDNEJ. Potem zawsze chcesz więcej.
- Planuj dzień tak, byś miała jak najmniej czasu wolnego gdy jesteś sama w domu (ta lodówka tak kusi...).
- Próbuj unikać obiadów z rodziną / znajomymi i tym podobnych okoliczności.
- Jakkolwiek paranoicznie to nie zabrzmi - uciekaj od jedzenia. Znajomi idą na lody? Oj sorry muszę skoczyć do banku, jest tuż za rogiem, zaraz dołączę. Rodzina robi kolację? Cholera mam tyyyyle nauki 'zjem w pokoju'.
- Czytaj często blogi innych motylków, wsparcie jest bardzo ważne })i({
Oto rady kiedy napad się zaczyna:
(i nagle boooom, czujemy,że tracimy kontrolę, i jemy za dużo, jeszcze kawałek ciasta, jeszcze tylko ta czekoladka, jeszcze jedna kanapeczka...)
- Jedz na napadzie same zdrowe rzeczy. Rzuciłaś się już na jedzenie? To teraz się ogarnij, i zapchaj już bananami, sałatą, pomidorami i jabłkami.
(Ja podczas tego napadu zjadłam tylko wegańskiego burgera (całość kuchnia roślinna, same warzywa i ciemna bułka)).
- Pilnuj,żebyś zawsze jakieś zdrowe jedzenie miała w domu.
- Pij w czasie jedzenia, dużo, zapcha Ci szybciej żołądek.
- Jedz przed lustrem jeżeli możesz. Lub patrz, jak inni obok widzą, jak jesz. Jaka jesteś słabą, grubą idiotką! Czasem już w trakcie napadu da się opanować, serio.
-
Zapchaj się do końca. Tak, do końca. Jedz, jedz i jedz. Już nie chcesz? Pieprz się suko, chciałaś jeść, to jedz. Aż brzuch będzie Cię bolał, aż sama zaczniesz zwracać jedzenia, i przez pół nocy będziesz płakać z bólu żołądka.
(Ja po tej ilości alkoholu, burgerze wegańskim, 5 ciasteczkami Oreo i trochę gorzkiej czekolady zwijałam się z bólu do 4 rano. Nie wiem co by się musiało stać, bym to powtórzyła. Ból pozostaje w głowie, a ciało instynktownie chce go unikać).
I po napadzie... :
-STAŃ NA WADZE.
- ZAWSZE miej przy sobie tabletki przeczyszczające, ja biorę Dulcobis bez recepty. No i jazda, ogarnęłaś się co zrobiłaś, to bierz.
- Zwymiotuj.
- Komboooooo wymiotujemy a po wszystkim bierzemy też tabletki przeczyszczające.
- A teraz usiądź i pomyśl, dlaczego doszło do tej sytuacji, i jak ją w przyszłości uniknąć.
To są moje metody, i dla mnie są one skuteczne, jeżeli macie jeszcze jakieś piszcie, dopiszę je do listy! :)
(Tak dla przyszłych komentujacych: to jest blog PRO ANA. Tak, wiemy,że mamy zaburzenia odżywania. Tak,wiemy że to co robimy jest chore. Nie znajdziesz tu rad o zdrowym odżywaniu, tylko o tym jak być perfekcyjnie chudą.)